Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka z trądzikiem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka z trądzikiem. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lutego 2016

Siemię lniane - z czym to się w ogóle je?

Dzień dobry!


Jak wiecie, bądź i nie ale pod koniec stycznia rozpoczęłam kurację siemieniem lnianym. Oczywiście nie jest to pierwszy i na pewno nie ostatni, jednak tym razem, chyba po raz pierwszy zaplanowałam tak długą kurację, bo aż 3 miesięczną! Mamy połowę lutego, więc jak się pewnie domyślacie, nie będzie to tradycyjny post o efektach stosowania kuracji, bla, bla, bla...


Mimo, że w Internecie informacji na temat tych cudownych ziaren jest mnóstwo, ludzie wciąż nie do końca wiedzą, o co tutaj biega! Widzę to chociażby po swoich znajomych, którzy często dziwią mi się, bo "jak ty możesz to jeść?!" Nie od dziś wiadomo, że siemię jest zdrowe, o tym wiedziały już nasze babcie (których wiedza jest tak drogocenna, jak mało co). Wiemy, że siemię ma dużo witamin i minerałów... No dobrze, dużo. To znaczy ile? Jakich?


W jednej, ustalonej przeze mnie i dla mnie, ok. 20gramowej porcji znajdziemy

8% dziennego zapotrzebowania* na potas, który jest bardzo ważnym pierwiastkiem dla naszego organizmu. Potas odgrywa znaczącą rolę dla naszego układu nerwowego, ponieważ uczestniczy w przewodzeniu impulsów nerwowych (pompa sodowo-potasowa i takie tam :P); ponadto utrzymuje prawidłowy rytm pracy serca (oj, a kroplówki potasowe bolą, bolą) i reguluje prawidłowe ciśnienie osmotyczne. Pomaga na zaparcia, skurcze mięśni, nieregularne bicie serca etc...

20% dziennego zapotrzebowania na magnez, który jest równie ważnym makroelementem dla naszego organizmu, jak potas. Magnez również umożliwia prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego, wspomaga pracę serca i całego układu krążenia i oczywiście jest składnikiem naszych kości.

18% dziennego zapotrzebowania na fosfor, który podobnie jak magnez buduje nasze kości

8% dziennego zapotrzebowania na żelazo, więc anemicy - biegnijcie do sklepu :)

8% dziennego zapotrzebowania na cynk - włosy, skóra i paznokcie :D

6% dziennego zapotrzebowania na wapń, który jak to nam od dziecka wbijano do głowy, buduje nasze kości, a jego niedobór powoduje próchnicę, krzywicę i osteoporozę i zaburza przewodnictwo nerwowe (skurcze mięśni szkieletowych zachodzą przy obecności jonów wapnia)

Także składników mineralnych w jednej łyżce stołowej mamy sporo :) A jak to będzie wyglądać w przypadku witamin?

6% dziennego zapotrzebowania na witaminę B6, która jest niezbędna do syntezy hemu, składnika hemoglobiny (anemicy, kolejny plusik), jej niedobór może również przyczyniać się do obniżonego nastroju, stanów depresyjnych i zaburzeń lękowych (oj, nieprzyjemna sprawa)

30% dziennego zapotrzebowania na witaminę B1, która wpływa pozytywnie na metabolizm, pamięć i nasz ulubiony układ nerwowy i serducho

10% dziennego zapotrzebowania na witaminę PP, inaczej znaną jako B3, która wspomaga układ pokarmowy, nerwowy i odgrywa znaczącą rolę w wyglądzie naszej skóry

* z zastrzeżeniem, że wynik podaje się dla osoby dorosłej, dla której zapotrzebowanie wynosi 2000kcal

Lekcja biologii zakończona, można przejść dalej :D

W Internecie można znaleźć stek bzdur na temat rzekomego wzrostu wagi u osób spożywających siemię lniane. Przepraszam bardzo, ale 100kcal dodatkowo dziennie to kromka chleba pszennego lub 2 kostki ptasiego mleczka mniej... No błagam :P

Wiemy już, że nie przybędzie nam 100kg, to może jak się zabrać za jedzenie?

Generalnie nie polecam jedzenia siemienia łyżką. W moim przypadku dawniej po prostu zalewałam łyżkę nasion na oko 1/3 szklanki wody i po 15 minutach wypijałam. Z czasem smak, a raczej jego brak zaczął mi przeszkadzać, więc zaczęłam dodawać sok owocowy. Przewinęło się też mieszanie z dżemem, musem owocowym z biedry czy lidla i wlewanie do owsianki :D Aktualnie, codziennie rano mieszam zalewam, gorącą wodą, ziarna siemienia lnianego (taką dużą stołową łyżkę) - łyżka na 1/2, 1/3 szklanki. No naprawdę różnie :) Odstawiam pod przykryciem na około 10 minut. Następnie mieszam i wlewam glutka do blendera i miksuję z dodatkiem owoców etc. Polubiłam ten sposób, bo przy okazji dostarczam dawkę owocków dziennie - witaminki górą!

Moje ulubione połączenia ostatnio to:

*siemię, banan, masło orzechowe



*siemię, banan, cynamon, miód

*siemię, gruszka, miód



Wiadomo, co sezon, to inne owoce :) Takie mixy jem lub wypijam, w zależności od konsystencji (a bardziej od przytomności z rana :D)

Ponadto siemię możemy wsypywać do owsianek, omletów, chlebków, koktajli, bułek, ciast, twarożku, sałatki, muesli, płatków, granoli, jogurtów - wszędzie :D


Podsumowując dobroczynne właściwości siemienia lnianego na nasz organizm, przy regularny i odpowiednio długim stosowaniu, możemy spodziewać się naprawdę pozytywnych efektów i to nie tylko na włosy ;) Dodatkowo, Kochani, weźcie pod uwagę fakt, że ja wcinam łyżkę dziennie i dla takiej porcji opisałam właściwości - różne źródła mówią o dziennej porcji, słyszałam nawet o 3 łyżkach dziennie. To jest już naprawdę kwestia indywidualna - należy słuchać swojego organizmu.

Pozdrawiam Was serdecznie,

carmen

PS wybaczcie fenomenalną jakość zdjęć, tak się kończy dodawanie postów z telefonu, bez wcześniejszego poglądu :P



piątek, 24 kwietnia 2015

Sylveco - Hibiskusowy tonik do twarzy

Dzień dobry!

U mnie wiosna zawitała już na dobre! Kurtka zimowa oddana do czyszczenia, zapach mirabelek za oknem osiąga poziom zenitu! Jest cudnie i do głowy przychodzi mi codziennie piosenka "Wiosna ach to Ty!" :)

Wraz z wiosną czas na hibiskusowy tonik Sylveco!

 

Hypoalergiczny, delikatny tonik do twarzy, z ekstraktami hibiskusa i aloesu o działaniu ochronnym, rewitalizującym i wzmacniającym, przeznaczony do każdego rodzaju cery. Dzięki dużej zawartości składników nawilżających, skutecznie zabezpiecza skórę przed utratą wilgoci, zapewniając jej odpowiedni poziom nawodnienia. Tonik o lekkiej żelowej formule odświeża i zmiękcza, łagodzi podrażnienia. Uzupełnia demakijaż, może być stosowany wielokrotnie w ciągu dnia na twarz, szyję i dekolt. Pozostawia skórę wyraźnie czystą i promienną, przygotowując ją do dalszych etapów pielęgnacji. Przebadany dermatologicznie.

Tonik rozprowadzić na twarzy, szyi i dekolcie za pomocą wacika. Pozostawić do całkowitego wchłonięcia, a następnie zaaplikować odpowiedni krem 
  
zapewnia skórze optymalne nawilżenie
uzupełnia demakijaż 
nadaje świeżość i ukojenie
 
Skład:   Woda,  Ekstrakt z hibiskusa,  Gliceryna,  Ksylitol,  Panthenol,  Ekstrakt z aloesu,  Glukozyd kokosowy,  Alkohol benzylowy,  Guma ksantanowa,  Kwas fitowy,  Kwas dehydrooctowy  

Jak większość kosmtyków Sylveco i tonik znajduje się w przyjemnym dla oka opakowaniu, ciemna buteleczka kojarzy się nieco z olejkami i komsetykami naturalnymi. Kosmetyk jest bardzo wydajny, używam dwa razy dziennie i nie ubyło prawie nic ze 150ml buteleczki.

Tonik właściwie nie ma zapachu. Dobra, jeśli włożymy no do środka, to coś tam wyczujemy, jednak przy aplikacji na twarz i szyję nie czujemy nic. Tonik ten nie ma typowej, wodnistej konsystencji. Jest nieco bardziej gęsty, nie przelewa się między palcami. Dzięki temu mogę spokojnie po kropelce wklepywać produkt w twarz. Po użyciu czuć odświeżenie, tak jak obiecuje producent. Przy dłuższym stosowaniu zauważyłam lepsze nawilżenie skóry - moje policzki nie są już takie suche jak były :)

Bardzo lubię, dodatkowo przed snem wklepywać tonik pod oczy. Czuję wtedy wielką ulgę. Mam trochę suche oczy i dość często pieką mnie i łzawią, chwilę po zaaplikowaniu toniku moja skóra pod oczami jest wyraźnie nawilżona i ukojona. Tonik nie piecze ani nie powoduje łzawienia, kiedy dostaje się do oczu. Nie podrażnia i nie uczula.

W składzie toniku znajdziemy hibiskus, który znany jest jako źródło witaminy C. Ekstrakt z hibiskusa ma właściwości antyoksydacyjne. Ponadto jest też aloes, nieco dalej bo na 5 miejscu po wodzie, ale jest!Aloes jest znany ze swoim właściwości nawilżających i kojąco-łagodzących. Połączenie tych dwóch ekstraktów daje nam piękny komplecik, który faktycznie nawilża, koi i odświeża.



Tonik kosztuje około 20zł. Swój dorwałam podczas Dermokonsultacji z marką Sylveco.

Znacie? :)




wtorek, 14 kwietnia 2015

Pielęgnacja cery, aktualizacja. Co polubiłam? Czego się nauczyłam?

Dzień dobry!

Ten czas płynie tak nieubłaganie szybko... Dla mnie doba powinna mieć 6 godzin więcej... W połowie lutego pisałam o tym jak doprowadziłam moją cerę do porządku, po tym, jak zapchał ją krem. Od tego czasu moja pielęgnacja nieco się zmieniła, a cera unormowała. Niestety niedługo przywita nas słońce, z czego osobiście zadowolona nie jestem. Muszę zaopatrzyć się w nowy filtr - mam już dwa na oku, jednak i tak boję się ich stosować. Nie wiem przecież jak cera zareaguje... Jednak jeśli chcę cieszyć się ładną cerą i działać przeciwstarzeniowo filtry to konieczność - najwyżej znowu będę się męczyć. Coś za coś :)

Jednak co polubiłam w ciągu tych dwóch miesięcy? Co stało się moim hitem, jeśli chodzi o pielęgnacje twarzy? Właśnie to dzisiaj opiszę :)

W przypadku cery z trądzikiem trzeba stawiać na dogłębne oczyszczanie, jednocześnie pamiętając o nawilżaniu i natłuszczaniu. Równowaga musi być. Jeśli zabierzemy skórze warstwę ochronną, ona wyprodukuje jej więcej, a nie to przecież jest naszym celem. Ja w ostatnim czasie polubiłam się z mydełkiem Alep, o którym niedawno pisałam: KLIK



Mydełka używam dwa razy dziennie i końca nie widać, myślę, że spokojnie moja mini wersja posłuży mi przez kolejne dwa miesiące. Dla mnie mydełko jest świetne i polecam każdemu. Proponuję zacząć od słabszego stężena oleju laurowego, ja zaczęłam od 12%, kolejne wezmę większe :) Jednak mydło ma jedną wadę - zapach. Niestety kwiatkami nie pachnie :P

Po takim dogłębnym oczyszczeniu, które aleppo mi zapewnia, na jeszcze lekko wilgotną twarz nakładam hibiskusowy tonik Sylveco. Produkt nie ma konsystencji typowego toniku, jest troszeczkę gęstszy przez co z powodzeniem możemy wklepać go w twarz. Osobiście nie lubię przecierać twarzy wacikami nasączonymi tonikiem - wtedy zbyt wiele produktu marnuje się. Jestem z natury oszczędna :P Z hibiskusowym tonikiem polubiłam się i myślę, że niebawem coś o nim napiszę :)

Po toniku właściwie od razu nakładam na twarz krem. Wciąż jest to mój ulubieniec, Organiczny Krem Bania Agafii. To mój hicior! O kremie przeczytacie tu: KLIK


Jeżeli chodzi o poranną pielęgnację to właściwie wszytko. Wieczorami oczyszczam buzię mydełkiem aleppo, wklepuję tonik. Ostatnio nałożyłam na twarz jedną rybkę odżywki GAL KLIK i nic mi się nie stało :D Od maja chcę na stałe włączyć olejki do mojej pielęgnacji twarzy :)

2 razy w tygodniu dogłębnie oczyszczam buzię peelingiem i przygotowuję maseczkę z glinki naturalnej zielonej lub czarnej. O właściwościach zielonej wie dużo osób, jak spisała się u mnie? Zapraszam do przeczytania postu KLIK


Jednakże czarna dla wielu jest zagadką :D Sama mam problem, żeby opisać jej działanie. Ostatnio przerzuciłam się zupełnie na nią, żeby móc wyrobić sobie opinię. Glinki są zupełnie inne i mają inne działania, które oczywiście prowadzą do jednego. Wszystko odbywa się róznymi drogami :D

Glinki mieszam głównie z wodą, chociaż ostatnio posługuję się rybkami GAL. Takie połączenie daje bardzo fajne efekty :))

I właściwie to wszystko. Z moją buzią jest już coraz lepiej :) Do wszystkich, którzy zmagają się z trądzikiem: Nie poddawajcie się Kochani! Jestem żywym przykładem, że da się to opanować.

Przez ten czas nauczyłam się również, a raczej oduczyłam wyciskania. Nie zmagam się już z ropnymi zmianami, a zaskórników nie wyciskamy za żadne skarby świata. No chyba, że bardzo chcemy jeszcze więcej brzydkich, czerwonych zmian...

Nauczyłam się również cierpliwości. Zawsze chciałam wszystko na raz, hop siup i już ma być pięknie. Nauczyłam się, że warto poczekać na efekty, zamiast od razu z czegoś rezygnować.

Uczestniczyłam w dermo-konsultacjach przeprowadzanych przez Sylveco, z których jestem bardzo zadowolona. Moją relacje z wydarzenie możecie znaleźć tu KLIK

Dla zainteresowanych trądzikowym tematem, możecie poczytać o moich zmaganiach
 Walka z trądzikiem
a ostatnią aktualizację znajdziecie TU

Pozdrawiam :)

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

12% lecznicze mydełko Alep

Dzień dobry :)

Święta, Święta i po Świętach! Objadłam się jak mały prosiak, na wagę nie wejdę, ale chyba czas wrócić do zdrowszych nawyków żywieniowych :D Zimą sobie na trochę pozwalam, jednak wiosną, latem i jesienią staram odżywiać się zdrowo. Nie jestem jakąś świruską pod tym względem - zwyczajnie bardzo lubię warzywa i owoce, a rzadko stołuję się  w fast-foodach. Zresztą nie mam co tam jeść, wszystko mięsne, a ja mięsa nie lubię :D A jak tam Wy czujecie się po Świętach? :)

Produkt, który dzisiaj chciałabym przedstawić większość z Was pewnie już zna, czy to z innych blogów, czy z własnej autopsji. Jednak do całej masy wpisów dorzucę swoje trzy grosze :)

Właściwie co to jest aleppo? Zastanawiają się niektórzy z Was. Mydło Alep to naturalne mydło składające się jedynie z 4 składników, czasem można je spotkać wzbogacone o 5 składnik - glinka, olej arganowy, olej z czarnuszki... Jednak podstawowymi składnikami są oliwa z oliwek, olej laurowy, woda i wodorotlenek sodu. Mydełka dzielą się w związku z procentową zawartością oleju laurowego. Można spotkać mydło z zawartością 5% lub np. 40%, oczywiście cena produktu wzrasta wraz z zawartością oleju laurowego.



Mydełko ma właściwości lecznicze i wspomaga leczenie trądziku i innych skórnych zmian (w tym plam i blizn). Jest pozyskiwane naturalnie i brak w nim tłuszczy zwierzęcych. Głęboko oczyszcza, nadaje się nie tylko do mycia twarzy. Możemy myć nim również włoski lub używać do ciała, czy do golenia. Może się fajnie sprawdzić dla mężczyzn, którzy mają problem z drogeryjnymi piankami i żelami. Aleppo wytwarza delikatną piankę, więc nada się do stosowania na Wasze buźki :)

Niestety w obiegu jest dużo podróbek, więc kupujcie je od sprawdzonych sprzedawców i patrzcie na skład. Jeżeli zauważycie jakiś składnik, którego w nim nie powinno być, lepiej sprawdźcie stronę dystrybutora.


Moje mydełko zawiera 12% oleju laurowego i kupiłam je za 4,90 :) Jest bardzo malutkie, ale na początek mi wystarcza. Nie musiałam go ciąć i nie żałowałabym pieniędzy, w przypadku, gdyby mydło się nie sprawdziło.Jeżeli kupicie większe opakowanie, to warto je pokroić. Można z części zrobić szampon, bądź coś w rodzaju wcierki (podobno mydło Alep pobudza cebulki do wzrostu - sprawdzę i dam Wam znać :))(chociaż wcierka to złe słowo, nie wyobrażam sobie wcierać mydła... Chodzi mi o płyn, szampon? Coś w tym stylu :)) no i część zostawić tylko do mycia buzi :)



Mi taka mała kosteczka służy od połowy lutego i wciąż nie widać dużego zużycia, naprawdę jest bardzo wydajne, bo testowałam je na wiele sposobów.

Po pierwsze i najważniejsze oczyszczanie cery, tu sprawdza się idealnie. Na początku było mocne, zresztą co ja się dziwiłam. W końcu producent zaleca zaczynać od 4% a ja się rzuciłam na 12%. Dobrze, że w sprzedaży nie było innych w takiej małej wersji, bo bym kupiłam 40% :D Trochę wysuszało buzię, w tym wypryski. A, bo pierwsze kilka użyć było jeszcze, kiedy miałam jakieś krostki na buzi. Potem mydełko je ładnie wyeliminowało i wraz z krostkami suchość zniknęła. Mydełka używam rano, potem oczywiście tonizuję buzię i nakładam krem. Natomiast wieczorem zostawiam mydło trochę dłużej, na jakieś dwie minuty, kiedy myłam ząbki :D Tak, tak, przestrzegam zasady 2minutowego mycia zębów. W sumie weszło mi to w krew i już nawet nie liczę :) Po tym czasie z łatwością spłukuję. Stosuję je jeszcze jako maseczkę, wtedy bardzo mocno pienię i sporą ilość pozostawiam na oczyszczonej wcześniej buzi. Mydło wtedy idealnie oczyszcza i przygotowuję cerę do dalszych pielęgnacyjnych zabiegów. Świetnie sprawdza się również w połączeniu z glinką - albo mieszam mydło z glinką, albo glinkę rozpuszczam w wodzie z mydłem :) Oprócz oczyszczenia cery, eliminacji wyprysków, które obecnie pojawiają się już rzadko, świetnych właściwości pielęgnacyjnych ostatnio zauważyłam również zmniejszenie przebarwień. Wiadomo, w tej kwestii najlepiej spisał się acnederm, jednak Aleppo podtrzymało i jeszcze bardziej ujednoliciło koloryt. Również zauważyłam spłycenie blizn potrądzikowych, których niestety mam bardzo dużo :(


Jak Alep spisał się we włosowej kwestii? Oj oczyszcza mocno :) Nie zauważyłam świądu, co mnie cieszy :) Pozostawione dłużej na skórze głowy lekko ją koi. Włosy po mydle uniesione są u nasady i bardzo łatwo się je rozczesuje o dziwo. Odkąd je mam, głównie jego używałam do oczyszczania skóry głowy. Myślałam, ze ciężko będzie się pienić, ale nie ma z tym problemu.

A jeśli chodzi o ciało, to na pewno sprawdza się lepiej niż zwykła kostka myjąca. Nie ma w nim zbędnych produktów, tylko takie, które znane są z właściwości pielęgnacyjnych. To była fajna odmiana. Do ciała myślę, że więcej niż 12% nie musimy używać, wtedy może zacząć wysuszać, a tak - nawilża i odżywia :) No i kwestia golenia - łagodzi podrażnienia :)

Mydła Alepp pomogą skórze trądzikowej ustabilizować się, jednak pamiętajcie, że ważna jest tu głownie systematyczność. Mi osobiście udało się doprowadzić buzię do porządku, jednak kiedy sobie odpuszczę - trądzik bierze górę. Dlatego polegajcie głownie na sobie w tej kwestii. Mydło na pewno Wam pomoże i ułatwi sprawę :) Myślę, że posiadaczki problemowej skóry głowy również mogłyby spróbować tego mydełka. Tylko nie przesadzajcie w zawartością procentową oleju laurowego - lepiej powoli i spokojnie zwiększać niż zaatakować skórę czymś silnym. Ja wszystkim polecam te mydełka gorąco :)

środa, 25 marca 2015

Pielęgnuję, walczę, a pryszcze dalej są? Co robię źle? Czyli o tym, które popełniamy często nieświadomie

Dzień dobry :)

Ten post siedział mi w roboczych już długo, chciałam najpierw sprawdzić na własnej skórze, czy to co napiszę jest prawdą. Myślę, że już całkiem dobrze idzie mi panowanie nad moją cerą. Udało mi się w końcu opanować wysyp po okropnym kremie! Wypracowałam sobie też minimalistyczny rytuał pielęgnacyjny, który naprawdę fajnie działa, a ponadto w swojej zarówno świadomej, jak i nieświadomej walce z trądzikiem przetestowałam już naprawdę wiele produktów. Posiadam cerę trądzikową i niedostatecznie nawilżoną, jak się niedawno dowiedziałam. Niby to tylko jeden procent, ale jest widoczny na policzkach :) Do niedawna używałam wielu drogeryjnych kosmetyków, które spisywały się dobrze przez pierwsze dwa lub trzy tygodnie. Później cera się buntowała. Popełniałam wtedy też wiele błędów - właśnie nieświadomych. I o tym będzie dzisiejszy post :)


poniedziałek, 23 marca 2015

Dermokonsultacje z marką Sylveco - marzec + pomadka-peeling Sylveco

Dzień dobry! :D

 Miałam przyjemność uczestniczyć w zupełnie darmowych dermo-konsultacjach organizowanych przez markę Sylveco. Do pobliskiego sklepu z naturalnymi kosmetykami przyjechała miła Pani, która miała pomóc w doborze kosmetyków. Kiedy weszłam do sklepu, Pani była zajęta przez klientkę. Popijając kawę, którą zostałam poczęstowana przysłuchiwałam się rozmowie. Faktycznie przebiegała fachowo - kobieta dowiedziała się o swojej cerze i produktach, które powinna używać, a które lepiej by odstawiła. To mi się spodobało, fajnie, że konsultantka nie była tylko wyuczona o kosmetykach, które przedstawia, ale faktycznie miała wiedzę o naturalnej pielęgnacji.

Na konsultacje przyszłam po paru godzinach od umycia buzi mydłem Aleppo. Nie nakładałam żadnego kremu, czy makijażu. Chciałam by skóra była czysta, ale już odzyskała swoje natłuszczenie i pH po paru godzniach. Oczywiście zrobiłam to by wynik był jak najbardziej miarodajny.

Kiedy przyszła moja kolej, pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę był wygląd tej Pani. Cera bez zarzutu i włosy również bardzo ładne - błyszczące i widać, że zadbane. Wygląd dużo mówi o osobie, wiadomo, że jeśli mówiłaby o pielęgnacji, a sama wyglądała źle, to jej słowa do końca nie przemawiałyby do klienta.

Kolejno, Pani zbadała w trzech miejscach - czoło, policzek i broda - nawilżenie i natłuszczenie skóry. Dowiedziałam się, że taka granica oddzielająca prawidłowe nawilżenie to 37%. U mnie wynosi 36%. Nie jest źle, myślałam, że będzie dużo mniej. Pani potwierdziła moją opinię, co do wydzielania sebum. Jest podwyższone i pojawiają się wypryski. Pani zapytała jak wygląda moja pielęgnacja, czy znam kosmetyki Sylveco, pokrótce je przedstawiła i pokazała, co poleciłaby dla mnie.


piątek, 13 lutego 2015

Jak doprowadziłam moją cerę do porządku, aktualizacja pielęgnacji do końca stycznia

 Witam serdecznie :)

Pisałam post dość długo, ciągle coś usuwając i dopisując. Kiedy skończyłam, wyszedł taki tasiemiec, że sama bym go nie przeczytała :D Post miał dotyczyć mojej walki z trądzikiem, pielęgnacji i kosmetyków. Pomyślałam, że podzielę wszystko i spróbuję opisać dokładniej. 
Na sam początek napisałam parę słów o tym, jak wyglądała moja pielęgnacja do końca stycznia tego roku (oczywiści od momentu mojej przykrej przygody)
Z pół roku temu pisałam Wam jak wygląda moje codzienne oczyszczanie twarzy. Bardzo długo stosowałam taką pielęgnacje, jednak natknęłam się na pewien krem, który zapchał mi pory. I to dość porządnie. Zakończyłam przygodę z tym kremem, z czołem wysadzonym niespodziankami. Problem był bardzo duży. Pryszcz na pryszczu. Walczyłam z nimi przez bite 3 miesiące, wtedy też musiałam zmienić moją pielęgnację. Postawiłam na całkowity minimalizm, a jednym z produktów, które najbardziej mi pomogły w walce z wysypem był Acnederm :)

Jak wyglądała moja walka i pielęgnacja ?

Przede wszystkim oczyszczałam buzię. Pierwsze co robiłam, to myłam ręce mydłem siarkowym - skoro jest antybakteryjne, to nie zaszkodzi umyć rączki przed zabawą z buzią. Do demakijażu używałam oliwki Babydream. Nasączałam lekko, ale naprawdę lekko zwilżony wacik kosmetyczny oliwką i zmywałam tym makijaż. Potem spłukiwałam wszystko letnią wodą i jeszcze raz, tym razem już rękoma myłam buzię roztworem oliwki i wody. Kolejną czynnością było dokładne oczyszczenie buzi przy pomocy mydła siarkowego. Te czynności robiłam codziennie, używałam naprzemiennie również innych kosmetyków.

  • Jednego dnia, na czystą skórę nakładałam właśnie Acnederm (czoło i nos), zwilżone wodą policzki przecierałam tonikiem Ziaja i wszystko zostawiałam do wchłonięcia.
  • Dnia następnego po oczyszczeniu całą, zwilżoną wodą, buzię spryskiwałam tonikiem i pozostawiałam do wyschnięcia. Po tym używałam pasty cynkowej na całą twarz lub żelu punktowego również firmy Ziaja.

I tak na zmianę codziennie.

Ze względu na krostkową formę mojego problemu, nie mogłam robić peelingów mechanicznych zbyt często. Korzystałam z okazji i kiedy tylko pozbyłam się ropnej zmiany używałam albo Pasty Ziaja, albo peelingu Yves Rocher. 

  • Pasta to mocny zdzierak. Kładłam ją na całą buzię i zostawiałam do wyschnięcia. Potem zmywałam peelingując buzię z wyłączeniem czoła - żeby nie zrobić sobie większej krzywdy. 

  • Natomiast peeling Yves Rocher to bardzo delikatny produkt, więc kiedy mogłam, używałam go do mycia całej twarzy z rana. Wtedy pozbywałam się suchych skórek i martwego naskórka z całej twarzy, a cera była rozpromieniona :)

O peelingu napiszę Wam parę słów więcej w innym poście. To naprawdę bardzo fajny, delikatny produkt :)

Raz w tygodniu robiłam również ulubione maseczki glinkowe. Kiedy zużyję wszystkie gotowe (mam ich cały arsenał) mam zamiar kupić czystą glinkę zieloną lub białą.

Którą bardziej polecicie?
A co rano? Nauczyłam się patrzeć, czego potrzebuje moja twarz. Jeśli mocnego oczyszczenia - w obieg szło mydło siarkowe. Jeżeli lekkiego, woda z tonikiem. No i ewentualnie peeling, ale to już raczej w późniejszej fazie "leczenia"  :)

Oprócz tego wspierałam się wewnętrznie suplementem diety CYNKOSEL MAX




Producent zaleca przyjmowanie jednej tabletki dwa razy dziennie podczas posiłku. Ja jadłam dwie tabletki rano przy śniadaniu, jeżeli tego nie zrobiłam wtedy, zwyczajnie później już zapominałam. Opakowanie zawiera sto tabletek. Czyli starcza na 50 dni stosowania. W moim przypadku było to około dwóch miesięcy. Wiadomo, święta lub wyjazdy i suplementów nie brałam. Suplementu nie biorę od dwóch tygodni i nie zauważyłam powrotu problemu w większym stopniu. Od marca mam zamiar przyjmować suplement ponownie, jednak po jednej tabletce dziennie. Zapobiegawczo :)
 
Zawartość składników odżywczych w dziennej porcji:

Cynk 14mg (140% ZDS)
witamina A 536µg (67% ZDS)
Selen 40µg (72% ZDS)

ZDS - zalecane dzienne spożycie

Skład : octan cynku, beta-karoten (witamina A), drożdże wzbogacone w selen, Substancje Pomocnicze: sorbitol, glukoza, skrobia ziemniaczana, stearynian magnezu. 

Tabletki są łatwe do połknięcia, lecz ich zapach i smak trochę już mi nie podchodził. Dlatego zawsze jadłam je z czymś :)

Cena to około 30zł w aptekach :)

I naprawdę, przez cały ten czas robiłam tylko to, zero eksperymentów - bałam się pogorszenia sytuacji. Wiedziałam, że jeżeli nie uda mi się samej zwalczyć problemu będę musiała zwrócić się o pomoc lekarza. Zmiany pojawiały się w zaskakującym tempie i były bardzo zaognione. Szczerze - pierwsze efekty zobaczyłam dopiero po dwóch miesiącach! Dopiero wtedy wszystko zaczęło powoli schodzić. Dwa miesiące męczarni. Dalej uważam na buzię, przez te trzy miesiące nauczyłam się nie dotykać twarzy w ciągu dnia i nie wyciskać wszystkiego co mam na twarzy. Wyciskałam jednie treści ropne, wtedy, kiedy była już konieczność. Na początku żyłam w kręcącym się kole - wyciskałam, bo było brzydkie. Szybciej się goiło, to fakt, ale było jeszcze brzydsze i więcej. Blizny były - czy wyciskałam, czy nie. Bardzo się cieszę, że udało mi się pozbyć tego okropnego nawyku. 

Acnederm kupiłam z myślą o przebarwieniach, a pomógł mi w walce z trądzikiem. Właśnie kończę moje opakowanie i napiszę o nim więcej kiedy kupię nowy. Chciałabym go jeszcze przetestować na blizny :) Acnederm wyciągał mi całą treść ropną z porów i wtedy miałam mieszane uczucia. Zostawić czy wycisnąć? Zazwyczaj jednak, kiedy krostka już była zakończona białą kuleczką, wyciskałam ją. Po czym przemywałam rankę wodą utlenioną, następnie spirytusem i kładłam punktowo pastę cynkową. Wysuszacza punktowego używałam głównie z rana, po umyciu buzi na 20 minut nakładałam preparat, a następnie zmywałam wodą.

Buzia po użyciu Acnedermu była bardzo sucha, a może raczej odwodniona, nie wiem co by było, gdybym nie stosowała oliwki do zmywania makijażu. Jednak skoro skóra potrzebowała nawilżenia, musiałam znaleźć odpowiedni produkt. Padło na Organiczny Krem Babuszki Agafii, który stał się moim hitem i od stycznia pomaga mi w walce z cerą :)

Teraz pozostałam głównie z bliznami potrądzikowymi i będę szukać odpowiedniej pielęgnacji, by się ich pozbyć. Teraz, kiedy problem nie jest już zaogniony mogę trochę poeksperymentować z olejami do twarzy. I właśnie to jest mój plan, może uda mi się zwalczyć blizny naturalnie :) Jeżeli macie jakieś pytania, śmiało piszcie w komentarzach lub na skrzynkę :)

wtorek, 27 stycznia 2015

O kremie, który zniszczył mi buzię

Hej wszystkim!

Dzisiaj opowiem o pewnym kremie, który na początku wydawał się rewelacją, lecz ostatecznie mocno zawinił. Z góry przepraszam, za brak zdjęć własnych - krem wylądował w koszu, a ja nie mam zamiaru go już więcej kupić.

To może po prostu opowiem historię...

Pewnego dnia postanowiłam kupić nowy krem nawilżający, który nie zawierałby w składzie parafiny. Oj jak ja długo szukałam. Znalazłam jeden. Już dobrze nie pamiętam co to do dokładnie był za kremik, jednak zwyczajny, drogeryjny w całkiem przyzwoitej cenie. Nie byłam przekonana, Gliceryna na drugim miejscu? Czy to bezpieczne? Odłożyłam produkt na półkę, wróciłam do domu i włączyłam Internet. Szukałam kremu, szukałam i znalazłam coś bez parafiny i gliceryny. Krem łagodzący dla dzieci i dorosłych 10% D-panthenolu Ziaja. 

Szybko poszłam do sklepu, akurat kremik był na półce z czego oczywiście bardzo się ucieszyłam. W sklepie poprosiłam o poradę: Jaki krem, bez parafiny w składzie mogłaby Pani mi polecić do twarzy? Pani poszukała i znalazła jakiś tam kremik. Popatrzyłam, ale podziękowałam, na razie wystarczy jeden. O jak ja żałuję, że nie wzięłam wtedy innego kremu!

No ale zadowolona wróciłam do domu. Smarowałam się, smarowałam.

Na początku był fajnie - buzia gładka, nawilżona. Po jakimś czasie jednak zauważyłam, że na mojej twarzy pojawiają się nowe niedoskonałości.

Myślałam, że może za dużo filtrów - odstawiłam. Dalej nic. Cera jak się psuła, tak się psuła.
W międzyczasie zauważyłam coś dziwnego - kiedy było bardzo ciepło, a ja nakładałam kremik, po paru minutach, kiedy przejechałam palcami po twarzy, można było z niej zeskrobać jakby skórę. Wyglądałam jakby mi zwyczajnie schodziła skóra. Nie wiem co to było, czy to krem, czy inne podrażnienie. Ale wtedy się przestraszyłam, bo myślałam, że to od słońca. Co więc robiłam? Ładowałam więcej kremu! No jak!

Akurat wtedy byłam na wyjeździe, więc nic innego nie miałam ze sobą. Po miesiącu moja buzia wyglądała źle. Domyślcie się jak może wyglądać cera zapychana miesiąc kremem. Całe czoło w niedoskonałościach! Wróciłam do domu i odstawiłam wszystkie kremy, pudry. Nic. Przez jakiś czas jeszcze pojawiło się coś nowego, lecz później zauważyłam, że cera się uspokoiła. Znalazłam wtedy winowajce. Skoro miesiąc używałam tego kremu i był to jedyny nowy produkt, to musiał zawinić.

 Przedstawiam złoczyńce:



 Skład: AQUA, PANTHENOL, ISOPROPYL MYRISTATE, BUTYLENE GLYCOL DICAPRYLATE/DICAPRATE, PROPYLENE GLYCOL, GLYCERYL STEARATE CITRATE, CETEARYL GLUCOSIDE, CETEARYL ALCOHOL, CETYL ALCOHOL, HYDROGENATED COCO-GLYCERIDES, LANOLIN, STEARYL ALKOHOL, SODIUM POLYACRYLATE, DMDM HYDANTOIN, METHYLPARABEN, ETHYLPARABEN.


Przepraszam też za duże literki w składzie - przepisując nie zauważyłam, że mam włączoną funkcję Caps Lock. Potem już było za późno, a gdybym miała to wszystko przepisywać raz jeszcze....

Myślę, że powodem mojego problemu jest Isopropyl Myristate. No ale teraz już nic nie zrobię. Ponad trzy miesiące walczyłam i dopiero teraz udało mi się :) Ale o tym post się dopiero tworzy :P

Miał ktoś z Was taką przykrą przygodę jak ja?