Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki naturalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki naturalne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lutego 2016

Siemię lniane - z czym to się w ogóle je?

Dzień dobry!


Jak wiecie, bądź i nie ale pod koniec stycznia rozpoczęłam kurację siemieniem lnianym. Oczywiście nie jest to pierwszy i na pewno nie ostatni, jednak tym razem, chyba po raz pierwszy zaplanowałam tak długą kurację, bo aż 3 miesięczną! Mamy połowę lutego, więc jak się pewnie domyślacie, nie będzie to tradycyjny post o efektach stosowania kuracji, bla, bla, bla...


Mimo, że w Internecie informacji na temat tych cudownych ziaren jest mnóstwo, ludzie wciąż nie do końca wiedzą, o co tutaj biega! Widzę to chociażby po swoich znajomych, którzy często dziwią mi się, bo "jak ty możesz to jeść?!" Nie od dziś wiadomo, że siemię jest zdrowe, o tym wiedziały już nasze babcie (których wiedza jest tak drogocenna, jak mało co). Wiemy, że siemię ma dużo witamin i minerałów... No dobrze, dużo. To znaczy ile? Jakich?


W jednej, ustalonej przeze mnie i dla mnie, ok. 20gramowej porcji znajdziemy

8% dziennego zapotrzebowania* na potas, który jest bardzo ważnym pierwiastkiem dla naszego organizmu. Potas odgrywa znaczącą rolę dla naszego układu nerwowego, ponieważ uczestniczy w przewodzeniu impulsów nerwowych (pompa sodowo-potasowa i takie tam :P); ponadto utrzymuje prawidłowy rytm pracy serca (oj, a kroplówki potasowe bolą, bolą) i reguluje prawidłowe ciśnienie osmotyczne. Pomaga na zaparcia, skurcze mięśni, nieregularne bicie serca etc...

20% dziennego zapotrzebowania na magnez, który jest równie ważnym makroelementem dla naszego organizmu, jak potas. Magnez również umożliwia prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego, wspomaga pracę serca i całego układu krążenia i oczywiście jest składnikiem naszych kości.

18% dziennego zapotrzebowania na fosfor, który podobnie jak magnez buduje nasze kości

8% dziennego zapotrzebowania na żelazo, więc anemicy - biegnijcie do sklepu :)

8% dziennego zapotrzebowania na cynk - włosy, skóra i paznokcie :D

6% dziennego zapotrzebowania na wapń, który jak to nam od dziecka wbijano do głowy, buduje nasze kości, a jego niedobór powoduje próchnicę, krzywicę i osteoporozę i zaburza przewodnictwo nerwowe (skurcze mięśni szkieletowych zachodzą przy obecności jonów wapnia)

Także składników mineralnych w jednej łyżce stołowej mamy sporo :) A jak to będzie wyglądać w przypadku witamin?

6% dziennego zapotrzebowania na witaminę B6, która jest niezbędna do syntezy hemu, składnika hemoglobiny (anemicy, kolejny plusik), jej niedobór może również przyczyniać się do obniżonego nastroju, stanów depresyjnych i zaburzeń lękowych (oj, nieprzyjemna sprawa)

30% dziennego zapotrzebowania na witaminę B1, która wpływa pozytywnie na metabolizm, pamięć i nasz ulubiony układ nerwowy i serducho

10% dziennego zapotrzebowania na witaminę PP, inaczej znaną jako B3, która wspomaga układ pokarmowy, nerwowy i odgrywa znaczącą rolę w wyglądzie naszej skóry

* z zastrzeżeniem, że wynik podaje się dla osoby dorosłej, dla której zapotrzebowanie wynosi 2000kcal

Lekcja biologii zakończona, można przejść dalej :D

W Internecie można znaleźć stek bzdur na temat rzekomego wzrostu wagi u osób spożywających siemię lniane. Przepraszam bardzo, ale 100kcal dodatkowo dziennie to kromka chleba pszennego lub 2 kostki ptasiego mleczka mniej... No błagam :P

Wiemy już, że nie przybędzie nam 100kg, to może jak się zabrać za jedzenie?

Generalnie nie polecam jedzenia siemienia łyżką. W moim przypadku dawniej po prostu zalewałam łyżkę nasion na oko 1/3 szklanki wody i po 15 minutach wypijałam. Z czasem smak, a raczej jego brak zaczął mi przeszkadzać, więc zaczęłam dodawać sok owocowy. Przewinęło się też mieszanie z dżemem, musem owocowym z biedry czy lidla i wlewanie do owsianki :D Aktualnie, codziennie rano mieszam zalewam, gorącą wodą, ziarna siemienia lnianego (taką dużą stołową łyżkę) - łyżka na 1/2, 1/3 szklanki. No naprawdę różnie :) Odstawiam pod przykryciem na około 10 minut. Następnie mieszam i wlewam glutka do blendera i miksuję z dodatkiem owoców etc. Polubiłam ten sposób, bo przy okazji dostarczam dawkę owocków dziennie - witaminki górą!

Moje ulubione połączenia ostatnio to:

*siemię, banan, masło orzechowe



*siemię, banan, cynamon, miód

*siemię, gruszka, miód



Wiadomo, co sezon, to inne owoce :) Takie mixy jem lub wypijam, w zależności od konsystencji (a bardziej od przytomności z rana :D)

Ponadto siemię możemy wsypywać do owsianek, omletów, chlebków, koktajli, bułek, ciast, twarożku, sałatki, muesli, płatków, granoli, jogurtów - wszędzie :D


Podsumowując dobroczynne właściwości siemienia lnianego na nasz organizm, przy regularny i odpowiednio długim stosowaniu, możemy spodziewać się naprawdę pozytywnych efektów i to nie tylko na włosy ;) Dodatkowo, Kochani, weźcie pod uwagę fakt, że ja wcinam łyżkę dziennie i dla takiej porcji opisałam właściwości - różne źródła mówią o dziennej porcji, słyszałam nawet o 3 łyżkach dziennie. To jest już naprawdę kwestia indywidualna - należy słuchać swojego organizmu.

Pozdrawiam Was serdecznie,

carmen

PS wybaczcie fenomenalną jakość zdjęć, tak się kończy dodawanie postów z telefonu, bez wcześniejszego poglądu :P



środa, 13 maja 2015

Kwietniowe olejowanie - podsumowanie akcji :)

Dzień dobry!


W kwietniu, wraz z 24  innymi blogerkami, przed każdym myciem olejowałyśmy nasz włosy. Czy długie, czy krótkie to nie miało znaczenia :) Bardzo długo zastanawiałam się nad wyborem oleju, którego przez miesiąc będę używać. Zależało mi na tym, by był to jeden olej, a nie mieszanka. Na razie nie testowałam zbyt wielu czystych olei, dlatego też zależy mi na wypróbowaniu jak największej ich ilości. Na początku wybrałam olej ze słodkich migdałów, jednak nawet nie zdążyłam go wypróbować. Buteleczka potłukła się i trzeba było biec do sklepu po nową. Jednak tym razem nie dysponowałam tak dużą ilością pieniążków i zmuszona zostałam do kupienia tańszego oleju. Cały czas pamiętałam, jak bardzo moje włosy lubiły olej lniany - po nim były błyszczące, miękkie i zdyscyplinowane. Olej lniany zawiera dużo kwasu alfa-linolenowego i linolowego. Właśnie tym pokierowałam się w wyborze oleju do testów. Wybór padł na olej, który ma największą zawartość kwasu linolowego ze wszystkich olei roślinnych. Czyli na... olej z krokosza bawierskiego


O oleju krokoszowym w Internecie jest bardzo niewiele, a szkoda, bo uważam go za fajny produkt. Troszeczkę jednak się na nim zawiodłam. Czego się spodziewałam? Lśniącej tafli tak jak po oleju lnianym.I tego niestety nie uzyskałam. Po oleju krokoszowym włosy były nieco bardziej błyszczące niż zazwyczaj, jednak nie był to efekt wow. Pisząc teraz recenzję przypomniałam sobie, że olej lniany u mnie dawał lepsze efekty, kiedy używałam go na włosy zwilżone wcześniej wodą. Oleju krokoszowego używałam przed każdym myciem na minimum godzinkę, ale na włosy suche. Może tu jest  ten haczyk? Jednak olej krokoszowy czymś bardzo mnie zaskoczył... Wróćmy teraz do czasów dzieciństwa, kiedy to nie znałyśmy słowa prostownica, lokówka i farba do włosów, kiedy nasze włosy były mięciutkie jak pupcia niemowlaka.. Pamiętacie to? Ja przypomniałam sobie te czasy, po którymś użyciu oleju krkoszowego. Moim włosom nadaje on taką miękkość, no tylko macać i macać, bo takie mięciutkie! Ponadto olej ten umie poradzić sobie z niesfornymi końcówkami. Fajnie je zabezpiecza i nie przeciąża przy tym. Kilka raz zasnęłam z olejem i następnego dnia, włosy wyglądaly jakbym ich w ogóle nie olejowała. Moje włosy dosłownie go piły!

Jedna sprawa, dla niektórych może i ważna - czasami miałam małe trudności w zmyciu oleju. Włosy wydawały się jakby właśnie niezmyte. Być może to jedynie moje odczucie, bo nikt nie potwierdził moich słów. Jednak czasami, głównie podczas ostatnich kilku olejowań zauważyłam, że włosy rano są jakby obciążone.

Na zdjęciu dużych efektów według mnie nie widać, włosy głównie zyskały na miękkości.


Olej na pewno sprawdzi się na włosach suchych i wysokoporowatych :) Postaram się na dniach zrobić lepsze zdjęcia. Tylko potrzebuję do nich pogody :(

sobota, 9 maja 2015

Balsam na porost włosków Bania Agafii

Dzień dobry !

W ostatnim, kwietniowym podsumowaniu miesiąca pisałam o 1,5cm przyroście. W kwietniu na skalp używałam balsamu na porost włosów z rosyjskiej serii Bania Agafii.



Specjalny balsam - aktywator wzrostu włosów
Do włosów osłabionych
Produkt zawiera 100% składników naturalnych
Balsam-aktywator został stworzony na bazie specjalnie dobranych ziół przeznaczonych do pielęgnacji osłabionych włosów. Naturalne składniki aktywne mają dobroczynny wpływ na skórę głowy: ogrzewają i odżywiają cebulki włosowe, stymulując wzrost włosów. Balsam wygładza włosy, zmiękcza i ułatwia rozczesywanie. Wyciąg z igieł syberyjskiej sosny bogaty w aminokwasy i witaminę C, przywracając młodość i gęstość włosów. Herbata kurylska zmiękcza włosy i ułatwia rozczesywanie. Korzeń łopianu zawiera proteiny, witaminy A,B, E i P, wzmacniające korzenie włosów. Olejek eleuterokoka kolczastego wzmacnia odżywienie cebulek włosowych. Organiczny ekstrakt dziurawca zapobiega łamliwości włosów. Olejek z rokietnika ałtajskiego to bogate źródło witamin, intensywnie odżywia skórę głowy. 

Sposób użycia: balsam-aktywator nanieść na wilgotne, umyte włosy, rozprowadzić na całej ich długości, pozostawić na 2-3minuty i zmyć ciepłą wodą.

Skład:
Aqua , Cetearyl Alcohol, Glycerin(gliceryna), Behentrimonium Chloride, Cetrymonium Chloride, Quaternium-87, Hydroxyethylcellulose, Cetrimonium Bromide, Pinus Pumilio Leaf Extract ( ekstrakt z syberyjskiej kosodrzewiny ), Organic Hypericum Perforatum Extract ( organiczny ekstrakt z dziurawca ), Potentilla Supina Extract (ekstrakt z pięciornika niskiego ), Arctium Lappa Root Extract (wyciąg z korzenia łopianu ), Eleutherococcus Senticosus Root Extract ( olej eleuterokoka kolczastego), Rosmarinus Officinalis Oil ( olejek z rozmarynu ), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil ( olej z ałtajskiego rokitnika ), Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Citric Acid, Parfum.

Balsam jak wszystkie kosmetyki Bania Agafii ma śliczną szatę graficzną. Kojarzy się właśnie z naturą, z kosmetykami babcinej roboty. Zapach jest bardzo delikatny i przyjemny, jednak nie pozostaje na włosach. Ale teraz się przyczepię. Skoro balsam ma wzmocnić cebulki włosów i skórę głowy, to powiedzcie mi jak ma to zrobić, jeśli będziemy go stosować na włosy, na całej ich długości? Czy tylko ja czegoś tu nie rozumiem? No bo jak? Z tego powodu nie postąpiłam z zaleceniami producenta (nic dziwnego) i aplikowałam balsam na skórę głowy masując ją przy tym. Balsam jest dość gęsty - trochę gęstszy niż większość odżywek b/s. Bardzo łatwo rozprowadza się na włosach i pieni podczas masażu. Producent obiecuje wygładzenie, zmiękczenie i ułatwienie rozczesywania. Ja dodatkowego wygładzenia nie widzę, natomiast jeśli chodzi o resztę, to włosy są faktycznie bardziej miękkie i łatwiej się je rozczesuje. W składzie widzimy wysoko nawilżającą naszą skórę głowy i włosy glicerynę, a dalej obiecane ekstrakty i olejki. Jedno ale. Producent wspomniał o herbacie kurylskiej, ja natomiast w składzie jej nie widzę... ;) 


Jeżeli chodzi o wydajność, to używałam przez miesiąc co mycie, czyli co dwa dni i jeszcze produktu zostało na kilka użyć. No i teraz najważniejsze, jak spisał się na porost? A spisał się, 1,5cm to dużo :) 


Czy pomógł mi w walce z wypadaniem? Wypadania na pewno nie powodował, tutaj nie zauważyłam, żeby wypadanie zupełnie ustało, jednak włosów podczas rozczesywania było mniej :)


Uważam, że to całkiem fajny produkt, można go używać, żeby skóra głowy odpoczęła po alkoholowych wcierkach :) Nie jest to jednak mój hit - brakowało takiego efektu wow, zatrzymania wypadania i wysypu babyhair. Tak czy siak, polecam wszystkim :)


Balsam kupiłam za 7,50, co niestety widać na zdjęciu - przepraszam :D Natomiast w sklepach internetowych dostaniecie za około 5zł :)



Znacie? :)

środa, 29 kwietnia 2015

Miodem i muesli płynące

Dzień dobry!

Jak tam wiosenne poranki? Czy u Was też pachnie wiosną jak u mnie? Aż się chce chodzić na spacery :D
Jest jeden minusik wiosennego słoneczka, zdążyłam się już opalić :( Ale to na szczęście nie zepsuło mojego wiosennego nastroju i dzisiaj chcę przedstawić Wam produkty, które stały się moimi ulubieńcami. Może niektórych to nie zdziwi, że będą to produkty Yves Rocher. To one ostatnio królują w mojej łazience. Seria Culture Bio Miód i Muesli podbiła moje serce zapachem. Jednak nie tylko, produkty te mają również bardzo fajne działanie. Długo szukałam czegoś, co skutecznie nawilży moje dłonie i nogi, a jednocześnie nie pozostawi tłustego i nieprzyjemnego filmu na skórze, który od razu eliminuje kosmetyk w moim przypadku. Nie trawię tego uczucia i koniec :D







Natychmiast usuwa uczucie ściągnięcia.
● Chroni przed czynnikami zewnętrznymi.
● Pozostawia skórę gładką i miękką.
● Aksamitna konsystencja pozostawia ręce delikatne, bez tłustego filmu.



Składniki
 Odkryj skuteczność odżywiania dzięki wyjątkowemu połączeniu Miodu i Muesli BIO. Niezwykle apetyczny i kuszący zapach migdałów i miodu oraz konsystencja wpływająca na zmysły sprawiają, że stosowanie produktów z gamy Culture BIO Nutrition to czysta przyjemność!

Składniki wyselekcjonowane ze względu na wyjątkowe właściwości odżywcze i wyjątkową skuteczność:
● Miód z akacji: łagodzi, stymuluje syntezę lipidów.
● Wyciąg z kasztana BIO: chroni przed odwodnieniem.
● Wyciąg z owsa BIO: odbudowuje, stymuluje odnowę komórkową.
● Olej słonecznikowy BIO: odżywia, bogaty w omega 6.

Starannie wybrane miejsca pochodzenia składników (Made in France):
● Miód z akacji: ze sprawdzonych pasiek w Akwitanii i Burgundii we Francji.
● Wyciąg z kasztana BIO: Ardèche, południowo-wschodnia Francja.
● Wyciąg z owsa BIO: Drôme, południowo-centralna Francja.
● Olej słonecznikowy BIO: Dolina Rodanu, Francja.

Produkty z gamy Culture BIO Nutrition posiadają znak jakości COSMEBIO oraz certyfikat ECOCERT: minimum 98% składników pochodzenia roślinnego i aż do 34% składników z ekologicznych upraw, bez GMO i pestycydów. Produkty nie zawierają parabenów, sztucznych barwników, silikonu, olejów mineralnych a ich zapach jest w 100% naturalny.

 Aqua, Isopropyl Myristate, Butyrospermum Parkii Butter(masło Karite), Glycerin(Gliceryna), Glyceryl Stearate Citrate, Acer Saccharum (Mapple Sugar) Extract (wyciąg z klonu), Caprylic/Capric Triglyceride(wpływa na konsystencję), Ricinus Communis (Castor) Seed Oil(olej rycynowy), Stearyl Alcohol, Mel(miód), Hordeum Vulgare Stem Water(woda z jęczmienia), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil(olej słonecznikowy), Glyceryl Stearate SE, Benzyl Alcohol, Cetyl Alcohol(zagęszczacz), Xanthan Gum, Parfum, Hydrogenated Castor Oil, Avena Sativa (Oat) Kernel Extract(ekstrakt z ziaren owsa), Sodium Benzoate, Zea Mays (Corn) Starch(skrobia kukurydziana), Alcohol, Salicylic Acid(konserwant), Castanea Sativa (Chestnut) Seed Extract(wyciąg z nasion kasztana jadalnego), Citric Acid, Potassium Sorbate(konserwant), Sodium Hydroxide.


Krem do rąk z tej serii zaskakuje nas bardzo fajnym składem. Bardzo wysoko w składzie masło Shea, a zaraz za masłem nawilżająca gliceryna. Potem syrop klonowy, olejki, miód... Skład naprawdę piękny! Aż mi się oczy zaświeciły. Bardzo się ucieszyłam, że w składzie nie znalazłam parafiny, zostawia ona właśnie ten nieprzyjemny film na skórze. Isopropyl Myristate niczego takiego na szczęście nie robi. Krem, tak jak obiecuje producent zostawia skórę aksamitną i gładką, a do tego bardzo szybko się wchłania. Krem jest idealny na każdą porę roku. To mój ulubieniec :)






Poznaj mleczko o bogatej, lecz nietłustej konsystencji, które doskonale odżywia skórę oraz łagodzi uczucie ściągania i dyskomfortu. Po zastosowaniu Twoja skóra będzie miękka i aksamitna.

Działanie
● Mleczko o bogatej, lecz nietłustej konsystencji, która nie pozostawia tłustego filmu.
● Natychmiast łagodzi uczucie ściągnięcia i dyskomfortu.
● Długotrwale odżywia skórę.
● Pozostawia skórę delikatną, miękką i aksamitna.

Składniki
 Odkryj skuteczność odżywiania dzięki wyjątkowemu połączeniu Miodu i Muesli BIO. Niezwykle apetyczny i kuszący zapach migdałów i miodu oraz konsystencja wpływająca na zmysły sprawiają, że stosowanie produktów z gamy Culture BIO Nutrition to czysta przyjemność!

Składniki wyselekcjonowane ze względu na wyjątkowe właściwości odżywcze i wyjątkową skuteczność:
● Miód z akacji: łagodzi, stymuluje syntezę lipidów.
● Wyciąg z kasztana BIO: chroni przed odwodnieniem.
● Wyciąg z owsa BIO: odbudowuje, stymuluje odnowę komórkową.
● Olej słonecznikowy BIO: odżywia, bogaty w omega 6.

Starannie wybrane miejsca pochodzenia składników (Made in France):
● Miód z akacji: ze sprawdzonych pasiek w Akwitanii i Burgundii we Francji.
● Wyciąg z kasztana BIO: Ardèche, południowo-wschodnia Francja.
● Wyciąg z owsa BIO: Drôme, południowo-centralna Francja.
● Olej słonecznikowy BIO: Dolina Rodanu, Francja.

Produkty z gamy Culture BIO Nutrition posiadają znak jakości COSMEBIO oraz certyfikat ECOCERT: minimum 98% składników pochodzenia roślinnego i aż do 34% składników z ekologicznych upraw, bez GMO i pestycydów. Produkty nie zawierają parabenów, sztucznych barwników, silikonu, olejów mineralnych a ich zapach jest w 100% naturalny.

Aqua, Isopropyl Myristate, Glyceryl Stearate Citrate, Acer Saccharum (Mapple Sugar) Extract (wyciąg z klonu), Glycerin(Gliceryna), Butyrospermum Parkii Butter(masło Karite), Ricinus Communis (Castor) Seed Oil(olej rycynowy), Mel(miód), Macadamia Ternifolia Seed Oil(olej makadamia)  Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil(olej słonecznikowy), Hordeum Vulgare Stem Water(woda z jęczmienia), Sodium Cetearyl Sulfate, Benzyl Alcohol(rozpuszczalnik),Parfum, Hydrogenated Castor Oil, Avena Sativa (Oat) Kernel Extract(ekstrakt z ziaren owsa), Sodium Benzoate, Alcohol,Xanthan Gum,Citric Acid,Salicylic Acid, Castanea Sativa (Chestnut) Seed Extract(wyciąg z nasion kasztana jadalnego),  Potassium Sorbate(konserwantt)

Jeżeli chodzi o mleczko, to moja opinia również jest bardzo dobra. Jednak według mnie lepiej nawilża i odżywia krem do rąk. W Składzie mleczka znajdziemy nawiżający miód akacjowy, oleje, w tym mój ulubiony - olej makadamia. Mleczko jest bardziej wydajne od kremu, starczyło mi spokojnie na dwa miesiące codziennego wieczornego stosowania na całe ciało. Zostało mi nawet jeszcze trochę :D  Mleczko jest na tyle treściwe, że nie muszę łączyć jego z oliwką, tak jak to bywa w przypadku większości stosowanych przeze mnie balsamów. Jedynym minusem jest to, że mleczko marze się, gdy nałożymy go na skórę w zbyt dużej ilości. Jest wydajne, bosko pachnie. Niestety kosztuje aż 40zł. Według mnie to dużo jak na 200ml - jednak jeśli komuś zależy na bogatym składzie i przyjemnym działaniu to się nie zawiedzie. Ponadto kosmetyki Yves Rocher bardzo często są w promocji i wtedy możemy skoczyć po jeszcze :) 





No i właśnie ten zapach! Jest cudowny! W kremie jest bardziej intensywny i wyczuwamy nutę muesli, a mleczko pachnie lekko marcepanowo. No bosko! Wybieram się jeszcze po balsam do ust z tej serii :)

I mleczko, i krem według mnie zasługują na bardzo wysokie oceny. W składzie znajdziemy wiele składników odżywczych, a jak obiecuje producent składniki są w 98% naturalne, w tym 12,5% składników pochodzi z upraw ekologicznych. Skład przekłada się na działanie, a aplikacji towarzyszy przemiły i słodki zapach :)

piątek, 24 kwietnia 2015

Sylveco - Hibiskusowy tonik do twarzy

Dzień dobry!

U mnie wiosna zawitała już na dobre! Kurtka zimowa oddana do czyszczenia, zapach mirabelek za oknem osiąga poziom zenitu! Jest cudnie i do głowy przychodzi mi codziennie piosenka "Wiosna ach to Ty!" :)

Wraz z wiosną czas na hibiskusowy tonik Sylveco!

 

Hypoalergiczny, delikatny tonik do twarzy, z ekstraktami hibiskusa i aloesu o działaniu ochronnym, rewitalizującym i wzmacniającym, przeznaczony do każdego rodzaju cery. Dzięki dużej zawartości składników nawilżających, skutecznie zabezpiecza skórę przed utratą wilgoci, zapewniając jej odpowiedni poziom nawodnienia. Tonik o lekkiej żelowej formule odświeża i zmiękcza, łagodzi podrażnienia. Uzupełnia demakijaż, może być stosowany wielokrotnie w ciągu dnia na twarz, szyję i dekolt. Pozostawia skórę wyraźnie czystą i promienną, przygotowując ją do dalszych etapów pielęgnacji. Przebadany dermatologicznie.

Tonik rozprowadzić na twarzy, szyi i dekolcie za pomocą wacika. Pozostawić do całkowitego wchłonięcia, a następnie zaaplikować odpowiedni krem 
  
zapewnia skórze optymalne nawilżenie
uzupełnia demakijaż 
nadaje świeżość i ukojenie
 
Skład:   Woda,  Ekstrakt z hibiskusa,  Gliceryna,  Ksylitol,  Panthenol,  Ekstrakt z aloesu,  Glukozyd kokosowy,  Alkohol benzylowy,  Guma ksantanowa,  Kwas fitowy,  Kwas dehydrooctowy  

Jak większość kosmtyków Sylveco i tonik znajduje się w przyjemnym dla oka opakowaniu, ciemna buteleczka kojarzy się nieco z olejkami i komsetykami naturalnymi. Kosmetyk jest bardzo wydajny, używam dwa razy dziennie i nie ubyło prawie nic ze 150ml buteleczki.

Tonik właściwie nie ma zapachu. Dobra, jeśli włożymy no do środka, to coś tam wyczujemy, jednak przy aplikacji na twarz i szyję nie czujemy nic. Tonik ten nie ma typowej, wodnistej konsystencji. Jest nieco bardziej gęsty, nie przelewa się między palcami. Dzięki temu mogę spokojnie po kropelce wklepywać produkt w twarz. Po użyciu czuć odświeżenie, tak jak obiecuje producent. Przy dłuższym stosowaniu zauważyłam lepsze nawilżenie skóry - moje policzki nie są już takie suche jak były :)

Bardzo lubię, dodatkowo przed snem wklepywać tonik pod oczy. Czuję wtedy wielką ulgę. Mam trochę suche oczy i dość często pieką mnie i łzawią, chwilę po zaaplikowaniu toniku moja skóra pod oczami jest wyraźnie nawilżona i ukojona. Tonik nie piecze ani nie powoduje łzawienia, kiedy dostaje się do oczu. Nie podrażnia i nie uczula.

W składzie toniku znajdziemy hibiskus, który znany jest jako źródło witaminy C. Ekstrakt z hibiskusa ma właściwości antyoksydacyjne. Ponadto jest też aloes, nieco dalej bo na 5 miejscu po wodzie, ale jest!Aloes jest znany ze swoim właściwości nawilżających i kojąco-łagodzących. Połączenie tych dwóch ekstraktów daje nam piękny komplecik, który faktycznie nawilża, koi i odświeża.



Tonik kosztuje około 20zł. Swój dorwałam podczas Dermokonsultacji z marką Sylveco.

Znacie? :)




poniedziałek, 6 kwietnia 2015

12% lecznicze mydełko Alep

Dzień dobry :)

Święta, Święta i po Świętach! Objadłam się jak mały prosiak, na wagę nie wejdę, ale chyba czas wrócić do zdrowszych nawyków żywieniowych :D Zimą sobie na trochę pozwalam, jednak wiosną, latem i jesienią staram odżywiać się zdrowo. Nie jestem jakąś świruską pod tym względem - zwyczajnie bardzo lubię warzywa i owoce, a rzadko stołuję się  w fast-foodach. Zresztą nie mam co tam jeść, wszystko mięsne, a ja mięsa nie lubię :D A jak tam Wy czujecie się po Świętach? :)

Produkt, który dzisiaj chciałabym przedstawić większość z Was pewnie już zna, czy to z innych blogów, czy z własnej autopsji. Jednak do całej masy wpisów dorzucę swoje trzy grosze :)

Właściwie co to jest aleppo? Zastanawiają się niektórzy z Was. Mydło Alep to naturalne mydło składające się jedynie z 4 składników, czasem można je spotkać wzbogacone o 5 składnik - glinka, olej arganowy, olej z czarnuszki... Jednak podstawowymi składnikami są oliwa z oliwek, olej laurowy, woda i wodorotlenek sodu. Mydełka dzielą się w związku z procentową zawartością oleju laurowego. Można spotkać mydło z zawartością 5% lub np. 40%, oczywiście cena produktu wzrasta wraz z zawartością oleju laurowego.



Mydełko ma właściwości lecznicze i wspomaga leczenie trądziku i innych skórnych zmian (w tym plam i blizn). Jest pozyskiwane naturalnie i brak w nim tłuszczy zwierzęcych. Głęboko oczyszcza, nadaje się nie tylko do mycia twarzy. Możemy myć nim również włoski lub używać do ciała, czy do golenia. Może się fajnie sprawdzić dla mężczyzn, którzy mają problem z drogeryjnymi piankami i żelami. Aleppo wytwarza delikatną piankę, więc nada się do stosowania na Wasze buźki :)

Niestety w obiegu jest dużo podróbek, więc kupujcie je od sprawdzonych sprzedawców i patrzcie na skład. Jeżeli zauważycie jakiś składnik, którego w nim nie powinno być, lepiej sprawdźcie stronę dystrybutora.


Moje mydełko zawiera 12% oleju laurowego i kupiłam je za 4,90 :) Jest bardzo malutkie, ale na początek mi wystarcza. Nie musiałam go ciąć i nie żałowałabym pieniędzy, w przypadku, gdyby mydło się nie sprawdziło.Jeżeli kupicie większe opakowanie, to warto je pokroić. Można z części zrobić szampon, bądź coś w rodzaju wcierki (podobno mydło Alep pobudza cebulki do wzrostu - sprawdzę i dam Wam znać :))(chociaż wcierka to złe słowo, nie wyobrażam sobie wcierać mydła... Chodzi mi o płyn, szampon? Coś w tym stylu :)) no i część zostawić tylko do mycia buzi :)



Mi taka mała kosteczka służy od połowy lutego i wciąż nie widać dużego zużycia, naprawdę jest bardzo wydajne, bo testowałam je na wiele sposobów.

Po pierwsze i najważniejsze oczyszczanie cery, tu sprawdza się idealnie. Na początku było mocne, zresztą co ja się dziwiłam. W końcu producent zaleca zaczynać od 4% a ja się rzuciłam na 12%. Dobrze, że w sprzedaży nie było innych w takiej małej wersji, bo bym kupiłam 40% :D Trochę wysuszało buzię, w tym wypryski. A, bo pierwsze kilka użyć było jeszcze, kiedy miałam jakieś krostki na buzi. Potem mydełko je ładnie wyeliminowało i wraz z krostkami suchość zniknęła. Mydełka używam rano, potem oczywiście tonizuję buzię i nakładam krem. Natomiast wieczorem zostawiam mydło trochę dłużej, na jakieś dwie minuty, kiedy myłam ząbki :D Tak, tak, przestrzegam zasady 2minutowego mycia zębów. W sumie weszło mi to w krew i już nawet nie liczę :) Po tym czasie z łatwością spłukuję. Stosuję je jeszcze jako maseczkę, wtedy bardzo mocno pienię i sporą ilość pozostawiam na oczyszczonej wcześniej buzi. Mydło wtedy idealnie oczyszcza i przygotowuję cerę do dalszych pielęgnacyjnych zabiegów. Świetnie sprawdza się również w połączeniu z glinką - albo mieszam mydło z glinką, albo glinkę rozpuszczam w wodzie z mydłem :) Oprócz oczyszczenia cery, eliminacji wyprysków, które obecnie pojawiają się już rzadko, świetnych właściwości pielęgnacyjnych ostatnio zauważyłam również zmniejszenie przebarwień. Wiadomo, w tej kwestii najlepiej spisał się acnederm, jednak Aleppo podtrzymało i jeszcze bardziej ujednoliciło koloryt. Również zauważyłam spłycenie blizn potrądzikowych, których niestety mam bardzo dużo :(


Jak Alep spisał się we włosowej kwestii? Oj oczyszcza mocno :) Nie zauważyłam świądu, co mnie cieszy :) Pozostawione dłużej na skórze głowy lekko ją koi. Włosy po mydle uniesione są u nasady i bardzo łatwo się je rozczesuje o dziwo. Odkąd je mam, głównie jego używałam do oczyszczania skóry głowy. Myślałam, ze ciężko będzie się pienić, ale nie ma z tym problemu.

A jeśli chodzi o ciało, to na pewno sprawdza się lepiej niż zwykła kostka myjąca. Nie ma w nim zbędnych produktów, tylko takie, które znane są z właściwości pielęgnacyjnych. To była fajna odmiana. Do ciała myślę, że więcej niż 12% nie musimy używać, wtedy może zacząć wysuszać, a tak - nawilża i odżywia :) No i kwestia golenia - łagodzi podrażnienia :)

Mydła Alepp pomogą skórze trądzikowej ustabilizować się, jednak pamiętajcie, że ważna jest tu głownie systematyczność. Mi osobiście udało się doprowadzić buzię do porządku, jednak kiedy sobie odpuszczę - trądzik bierze górę. Dlatego polegajcie głownie na sobie w tej kwestii. Mydło na pewno Wam pomoże i ułatwi sprawę :) Myślę, że posiadaczki problemowej skóry głowy również mogłyby spróbować tego mydełka. Tylko nie przesadzajcie w zawartością procentową oleju laurowego - lepiej powoli i spokojnie zwiększać niż zaatakować skórę czymś silnym. Ja wszystkim polecam te mydełka gorąco :)

poniedziałek, 23 marca 2015

Dermokonsultacje z marką Sylveco - marzec + pomadka-peeling Sylveco

Dzień dobry! :D

 Miałam przyjemność uczestniczyć w zupełnie darmowych dermo-konsultacjach organizowanych przez markę Sylveco. Do pobliskiego sklepu z naturalnymi kosmetykami przyjechała miła Pani, która miała pomóc w doborze kosmetyków. Kiedy weszłam do sklepu, Pani była zajęta przez klientkę. Popijając kawę, którą zostałam poczęstowana przysłuchiwałam się rozmowie. Faktycznie przebiegała fachowo - kobieta dowiedziała się o swojej cerze i produktach, które powinna używać, a które lepiej by odstawiła. To mi się spodobało, fajnie, że konsultantka nie była tylko wyuczona o kosmetykach, które przedstawia, ale faktycznie miała wiedzę o naturalnej pielęgnacji.

Na konsultacje przyszłam po paru godzinach od umycia buzi mydłem Aleppo. Nie nakładałam żadnego kremu, czy makijażu. Chciałam by skóra była czysta, ale już odzyskała swoje natłuszczenie i pH po paru godzniach. Oczywiście zrobiłam to by wynik był jak najbardziej miarodajny.

Kiedy przyszła moja kolej, pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę był wygląd tej Pani. Cera bez zarzutu i włosy również bardzo ładne - błyszczące i widać, że zadbane. Wygląd dużo mówi o osobie, wiadomo, że jeśli mówiłaby o pielęgnacji, a sama wyglądała źle, to jej słowa do końca nie przemawiałyby do klienta.

Kolejno, Pani zbadała w trzech miejscach - czoło, policzek i broda - nawilżenie i natłuszczenie skóry. Dowiedziałam się, że taka granica oddzielająca prawidłowe nawilżenie to 37%. U mnie wynosi 36%. Nie jest źle, myślałam, że będzie dużo mniej. Pani potwierdziła moją opinię, co do wydzielania sebum. Jest podwyższone i pojawiają się wypryski. Pani zapytała jak wygląda moja pielęgnacja, czy znam kosmetyki Sylveco, pokrótce je przedstawiła i pokazała, co poleciłaby dla mnie.


piątek, 13 marca 2015

Petal fresh ORGANICS - odżywka do włosów nawilżająca Aloe&Citrus PRODUKT ORGANICZNY

Dzień dobry :)

Musiałam wykończyć poprzednie odżywki żeby kupić nową, taką mam zasadę. A czaiłam się na tę odżywkę odkąd zobaczyłam jej skład w Rossmannie :) Przedstawiam odżywkę do włosów nawilżającą Aloe&Citrus - wyciąg z aloesu i cytrusów. Miałam również zamiar kupić szampon, ale pozostałam przy starym Babydream, poczekam na promocję, bo jednak 19,90 to dużo jak za szampon, nawet jeśli ma taki ładny skład :)



poniedziałek, 9 marca 2015

Zielona Glinka Naturalna i Nowy Wygląd Bloga :)

Cześć!

Na samym początku chciałabym powiedzieć o czymś bardzo ważnym :) Każdy blog powinien mieć swój charakter i wizerunek, prawda? Wtedy oko milej patrzy i zachwyca się nim. Lepiej się czyta :)
Od dawna planowałam zmianę wizerunku bloga. Jednak moje umiejętności graficzne, a raczej ich brak, zdecydowanie na to nie pozwoliły :) Ale blog zyskał nowy wygląd!  Jest to zasługa przecudownej Bijum z bloga bubijum.blogspot.com 
To ona słuchała moich wymagań i stworzyła coś, przynajmniej dla mnie, przepięknego! Dodatkowo pomogła uporać się z ustawieniami i powiedziała, jak to wszystko zgrać :) Dzięki Niej nauczyłam się też troszkę czegoś nowego i zobaczyłam, że html wcale nie jest taki kosmiczny :)  Tyle w tym uroku i wdzięku :D Mi się podoba o wiele bardziej niż było. Prawda, że jest przecudny? Baaaardzo Ci dziękuję Kochana :*

A teraz przejdę już do bohaterki posta - glinki :) Udało mi się w końcu wykończyć wszystkie kupne maseczki glinkowe, kiedyś w ramach promocji dostałam kilka saszetek, dobra, kilkanaście saszetek.. Jedne były gorsze, drugie mniej, jednak nie o tym dzisiaj. :) Już dawno postanowiłam kupować czyste glinki, jednak najpierw musiałam wykończyć kupne. Nie lubię składowisk :) Kiedy w końcu mi się to udało, szczęśliwa poleciałam do sklepu z zamiarem kupna zielonej lub białej glinki. Liczyłam bardziej na zieloną, ale wszędzie, gdzie dotychczas bywałam zielonej nie mieli. Na szczęście tu była :) Po miłej rozmowie z Panią ostatecznie zdecydowałam się na zieloną glinkę i glinkę czarną. O tej drugiej opowiem kiedy indziej :)