Cześć!
Na samym początku chciałabym powiedzieć o czymś bardzo ważnym :) Każdy blog powinien mieć swój charakter i wizerunek, prawda? Wtedy oko milej patrzy i zachwyca się nim. Lepiej się czyta :)
Od dawna planowałam zmianę wizerunku bloga. Jednak moje umiejętności
graficzne, a raczej ich brak, zdecydowanie na to nie pozwoliły :) Ale
blog zyskał nowy wygląd! Jest to zasługa przecudownej Bijum z bloga bubijum.blogspot.com
To ona słuchała moich wymagań i stworzyła coś, przynajmniej dla mnie, przepięknego! Dodatkowo pomogła uporać się z ustawieniami i powiedziała, jak to wszystko zgrać :) Dzięki Niej nauczyłam się też troszkę czegoś nowego i zobaczyłam, że html wcale nie jest taki kosmiczny :) Tyle w tym uroku i wdzięku :D Mi się podoba o wiele bardziej niż było. Prawda, że jest przecudny? Baaaardzo Ci dziękuję Kochana :*
A teraz przejdę już do bohaterki posta - glinki :) Udało mi się w końcu wykończyć wszystkie kupne maseczki glinkowe, kiedyś w ramach promocji dostałam kilka saszetek, dobra, kilkanaście saszetek.. Jedne były gorsze, drugie mniej, jednak nie o tym dzisiaj. :) Już dawno postanowiłam kupować czyste glinki, jednak najpierw musiałam wykończyć kupne. Nie lubię składowisk :) Kiedy w końcu mi się to udało, szczęśliwa poleciałam do sklepu z zamiarem kupna zielonej lub białej glinki. Liczyłam bardziej na zieloną, ale wszędzie, gdzie dotychczas bywałam zielonej nie mieli. Na szczęście tu była :) Po miłej rozmowie z Panią ostatecznie zdecydowałam się na zieloną glinkę i glinkę czarną. O tej drugiej opowiem kiedy indziej :)
